|
Written by Marcin Baraniecki
|
|
Monday, 21 November 2011 20:23 |
|
To co tu dziś napiszę dotyczy ogromnej grupy truckerów. Nie wszystkich ale tych, którzy pracują na dalekich trasach i w domu są gośćmi. Przyjeżdżają raz na tydzień albo rzadziej albo ... jeszcze rzadziej. Ciężko pracują, niedosypiają, drą się krwawo od oceanu do oceanu, od Nowego Jorku do L.A., od Halifaxu do Victorii. A żony czekają. A narzeczone wiszą na telefonach. A dzieciaki siedzą na komputerach i wydziwiają żeby tata przyjechał na jakiś szkolny mecz... W domu czeka milion dupersznytów do naprawy, czeka niedopieszczona żona, czekają złaknione ojca dzieci. "A ojciec nie wraca ranki i wieczory...". No przecież pracuje!!! Czy on tam dla swojej przyjemności kuli się w zimnym sleeperze? Czy on dla wlasnego widzimisię je jakieś świństwa po truck-stopach? Nic podobnego! Po prostu haruje! Pracuje na chlebuś, na mortgage, na wakacje itd. Wszyscy to wiemy i sprawa jest prosta jak produkcja cepów ale jest jedna rzecz, która musi być wyraźnie powiedziana. Otóż czasem gra nie jest warta świeczki. Długie rozłąki mogą prowadzić do katastrofy. Mężczyzna musi wiedzieć kiedy przestać, kiedy zamienić "highway" na "miasto" albo na coś zupełnie innego. Bo może stracić rodzinę! A wszyscy wiemy, że rodzina jest najważniejsza. Trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć "dość". Innymi słowy trzeba "wyczuć bluesa"! Być może są kobiety, które wolą jak chłop jest w domu od święta. Być może są meżczyźni, którzy wolą sleeper niż żonine łóżko ale zgódźmy się, że to sa wyjątki. Cała ogromna reszta chce być z rodziną. Jeśli zdarzy się, że nie ma nic innego, że trzeba coś finansowo podgonić, że rzecz jest sezonowa - to jasne - "a man's got to do what man's got to do" - ale trzeba wiedzieć gdzie przebiega ta delikatna granica, która oddziela życie od śmierci albo raczej zdrowie rodziny od rozwodu. Ten krótki artykuł kwalifikuję do działu "Truckerskie grzechy" bo "niewyczucie bluesa" jest grzechem i to śmiertelnym. Nawet jak wszyscy mówią, że jest dobrze, że "...nic się nie martw - ja tu sobie radę dam..." i temu podobne - to i tak warto się zatrzymać i zastanowić. Czy na czole żony nie pojawia się jakaś smutna zmarszczka? Czy naprawdę wszystko jest o.k.? Czek jest dobry a gruby czek jest jeszcze lepszy ale uważajmy, żeby ten czek nie przysłonił nam czegoś dużo ważniejszego!!!
|
|
Last Updated on Wednesday, 30 November 2011 03:16 |